Czy to był cud? Czy na pewno chciałam tego doświadczyć? Napiszę szczerze, tak jak to czułam.

Okres całej ciąży był dla mnie bardzo radosnym czasem, ale ciągle przekładałam temat myślenia o porodzie „za jakiś czas”. Nie chciałam o tym myśleć, chciałam to w nieskończoność odwlekać i jak tylko ktoś mnie o to pytał, odpowiadałam wymijająco. Im było bliżej porodu, to jeszcze bardziej uciekałam od tematu i dopiero jak przyszło co do czego – obleciał mnie strach, bo przecież decydując się na dziecko, nie decydowałam się na poród i po prostu w dniu terminu miałam dostać swoje dziecko, a nie się jeszcze męczyć, żeby je urodzić. Myślałam, że to jest takie proste, że tyle kobiet rodzi i że „raz dwa” będzie po krzyku, ale niestety, rzeczywistość okazała się zupełnie inna. 1 faza porodu trwała 14 godzin, a ja pamiętam, że po pierwszych 6 powiedziałam mojemu partnerowi, że wymiękam, że nie zrobię tego, że chcę uciekać. Zaczęłam się modlić, żeby to jeszcze troszkę opóźnić. Błagałam i płakałam na przemian, żeby urodzić na przykład jutro i do tego czasu zdążyć się przygotować. Strach mnie sparaliżował do tego stopnia, że zachowywałam się jak dziecko w podstawówce, które płaczem osiągnie zrobienie cesarki i że cesarka to 2 minuty i dziecko wyjęte z brzucha. Niestety, wszyscy byli odporni na moje lamenty :) Położna na sali nie zachęcała do porodu, trafiłam na bardzo niemiłą osobę i dlatego te pierwsze godziny były bardzo trudne. Dopiero na następnej zmianie personelu przyszedł do mnie prawdziwy Anioł, a nie kobieta, która razem z moim partnerem pomogła mi urodzić. Rzadko się zdarza, że ktoś jest stworzony do tego co robi, ale ta kobieta jest idealnym przykładem. To ona powiedziała mi, że jak nie zacznę współpracować, to niczego nie osiągnę i to ona, dzięki swoim radom, pomogła mi przejść przez kolejne godziny. Myślałam, że nie ma czegoś takiego jak łagodzenie bólu, bo w tamtym momencie mój świat się kończył. Myślałam, że tego nie przeżyję i skalę bólu oceniałam na 10/10, ale odpowiedni oddech, masaż ukochanej osoby i wsparcie potrafią działać cuda. To wtedy zaczęłam rozumieć, że muszę pomóc sama sobie, że muszę walczyć i zacząć myśleć nie o tym, jak mnie boli, nie o tym, jak się będę potem czuła, ale o tym, że zaraz zobaczę swoją wymarzoną córeczkę.

Dlatego, opisując to przeżycie, chciałabym udowodnić wszystkim kobietom, które myślą, że cesarka to szybki zabieg, (…) że są w błędzie. Poród naturalny to wg mnie nie jest nic pięknego, to boli tak, że wydaje się, że bardziej boleć już nie może. Połóg to też czas, w którym się cierpi i w którym boli, ale wiecie co? Nie ma nic piękniejszego niż poród naturalny. Nie ma piękniejszej rzeczy niż widok ukochanego dziecka i duma, którą się czuje, gdy wszyscy ci gratulują i tak jak w moim przypadku są w szoku, że dałam radę :) W życiu nie przeżywałam tak pięknego dnia jak dzień narodzin dziecka i naprawdę uwierzcie mi, Drogie Kobiety, że wszystko wraca do normy. Żadne z głupot, które czytałam w Internecie, o niedotrzymaniu moczu, o tym, że dziecko przez poród naturalny urodzi się z krzywymi bioderkami, że może być niedotlenione, nie sprawdziły się. Jestem 2,5 miesiąca po porodzie, jestem szczuplejsza niż przed ciążą (więc jedynie co się sprawdziło z Internetu to to, że po porodzie naturalnym szybko wraca się do formy), trzymam mocz, nie wisi mi brzuch, seks po ciąży też jest fajny, moje dziecko jest zdrowe i przy urodzeniu otrzymało 10 pkt w skali Apgar. A o bólu nie pamięta się już godzinę po porodzie, bo radość z dziecka łagodzi ból :) Nie bójcie się rodzić naturalnie! Cesarka to wyjście dla osób, które mają do tego wskazanie, a nie szybkie rodzenie bez bólu.

Anna O.