Od dłuższego czasu marzyłam, żeby mieć dziecko z moim mężem, jednak on chciał jeszcze trochę poczekać i jak to mówił „dorobić się”, bo wiadomo jak dziecko to i większe wydatki, chociaż moim zdaniem mieliśmy już wszystko, dom, samochód, jakieś oszczędności na koncie i oboje dobra pracę. Pewnego razu byliśmy u moich rodziców, gdzie była też moja siostra z mężem i tak dowiedzieliśmy się, że oni planują dziecko. Siostra stwierdziła, że na nas już też czas i fajnie jakbyśmy zaszły w ciążę w tym samym czasie, to dzieciaczki miałyby rówieśnika do zabawy. Po powrocie do domu rozmawiałam o tym z mężem i powiedział, że się zastanowi. Po kilku dniach zaczęliśmy starania o małą istotkę, co by wprowadziła nam trochę radości do życia. Jako że miałam strasznie nieregularne cykle, nie byłam pewna kiedy powinnam mieć następną miesiączkę, więc robiłam testy średnio co 2-3 dni. Tak bardzo chcieliśmy już zobaczyć tam dwie kreseczki ale zawsze jednej brakowało. Po około 3 tygodniach od kiedy zaczęliśmy się starać o potomka, mój mąż przyszedł do sypialni w środku nocy zadowolony, obudził mnie i zaczął mi robić wyrzuty, że nie powiedziałam mu od razu. Jak się okazało mój kochany mężuś wpadł na pomysł, że skoro zbliżają się Walentynki to pewnie chcę mu zrobić niespodziankę i powiedzieć mu ze zostaniemy rodzicami właśnie tego dnia. Więc poszedł do naszego kosza w łazience i wygrzebał wszystkie testy ciążowe, które robiłam. Jak się okazało na 3 były widoczne dwie delikatne kreseczki bo ja głupia zamiast poczekać trochę dłużej na wynik to już po chwili wyrzucałam je do kosza. Tak więc byłam już pewna, że się udało. Na drugi dzień umówiłam się do ginekologa, który potwierdził ciąże.

Więc jednak niektórzy mężczyźni znają się lepiej ;)

Agnieszka B.

Share Button