O powiększeniu rodziny rozmawialiśmy już od dłuższego czasu. Mąż bardzo tego chciał. Powtarzał, że gdyby mógł, to już dawno by sam urodził :) A ja ciągle odsuwałam to w czasie. Najpierw studia, potem praca, awans, zmiana mieszkania, a później po prostu chciałam jeszcze zaszaleć. W pracy zaczęło być nieciekawie…

Jakby tego było mało, „zabrano” mi moją dodatkową pracę, która była dla mnie odpoczynkiem od dnia codziennego. Doszłam do wniosku, że to jakiś znak. Bo jak nie teraz, to kiedy? Szybko na teście ujrzałam dwie kreski. Byłam zaskoczona, gdyż mój organizm był jak wrak. Przemęczona i znerwicowana, niedospana i zrezygnowana. A mimo to się udało od razu.

Pierwsze badanie potwierdziło ciążę. Jaka była moja reakcja? Łzy! Niekoniecznie szczęścia. Mnóstwo myśli krążyło w mojej głowie. Dlaczego? Przerażenie… czy dam radę, czy jestem na to gotowa, czy aby na pewno tego chcę, czy mój mąż będzie dla mnie wsparciem, czy zrezygnuje z ciągłej pracy i poświęci nam wystarczająco dużo czasu?

Wszystko stało się takie realne i przerażające. Mój mąż był wniebowzięty, a ja nadal przestraszona. Od zawsze marzyłam, by mieć córeczkę, a co, jeśli będzie syn? Czy się z tym pogodzę? Moje przeczucie nigdy mnie nie zawodziło i tak też było tym razem. Podczas badania połówkowego dowiedzieliśmy, że to będzie chłopiec. Mąż – euforia, a ja? Po raz kolejny łzy w moich oczach! Czy tego właśnie chciałam? Do końca ciąży miałam mieszane uczucia radości i smutku.

Niespodziewanie nadszedł ten dzień…

Przecież jeszcze było tyle czasu do planowanej daty rozwiązania, a tu taka niespodzianka. Nie zdążyłam „przygotować” się psychicznie do tego (o ile to w ogóle jest możliwe, a wtedy wydawało mi się, że tak). W chwili, gdy ujrzałam mojego synka, wszelka niepewność i niepokój zniknęły. Dziś ma już 3 miesiące. Jest dla mnie całym światem. Gdybym tylko mogła, podarowałabym mu gwiazdkę z nieba. Z perspektywy czasu zadaję sobie pytanie, dlaczego tak długo czekałam na to szczęście, które wypełniło radością i uśmiechem nasze życie.

Nela M.-N.