1 marca urodziłam swoje pierwsze dziecko, wspaniałą córkę Lidię. Urodziłam tak, że chciałabym to powtórzyć. Nie był to poród bezbolesny, wręcz przeciwnie…

Bolało, może nawet bardziej niż normalnie, bo był to poród wywoływany. Kroplówki z oksytocyna były coraz mocniejsze, skurcze przybierały na sile, ale akcja porodowa nie posuwała się do przodu. 8 godzin od chwili podłączenia do kroplówki miałam tylko 1 cm rozwarcia więcej, całe 5 cm (z 4 cm trafiłam na porodówkę po preindukcji z wykorzystaniem cewnika). Moja kondycja psychiczna była ogólnie kiepska na tym etapie. Choć już prawie straciłam nadzieję, że urodzę siłami natury – stało się i po paru minutach wszystko się zmieniło.

Pojawiły się bardzo bolesne skurcze parte, ale zaraz potem tuliłam do siebie córeczkę. Poród nie był dla mnie traumatycznym przeżyciem. Moje wyobrażenia na jego temat były inne, myślałam, że będzie dużo gorzej, a tak naprawdę dotkliwie odczułam tylko skurcze parte, których nie było wiele.

Kiedy przed porodem rozmawiałam z koleżanką, ta uspokajała mnie i powiedziała: „Jeszcze powiesz później,że to było piękne”. I faktycznie, to była naprawdę magiczna chwila, bolesna, ale prawdziwie piękna. Rodziłam tak, że chciałabym to powtórzyć…

Katarzyna