Nareszcie! NADSZEDŁ WIELKI DZIEŃ! Mama poczuła lekkie skurcze, aż w końcu stwierdziła, że zaczyna rodzić. Doskonale wie, co będzie się teraz działo. Z walizką wyruszy do szpitala, gdzie przywita ją położna i lekarz, którzy pomogą jej szczęśliwie urodzić. A czy, droga mamo, zastanawiałaś się, co w tym czasie dzieje się z twoim dzieckiem? Podczas skurczy porodowych twoje dziecko boi się i cierpi w podobny sposób jak ty. Musicie się wspierać, żeby doświadczenie porodu było pozytywne dla was obojga!

Witaj na świecie!
Twojego maluszka czeka naprawdę wielka wyprawa. Skurcze, które odczuwasz dotkliwie, naciskają również na jego maleńkie ciałko, są coraz mocniejsze, a ich siła wpycha go do ciasnego kanału rodnego. Narodziny są najgorszym przeżyciem w dotychczasowym życiu dziecka, a najbardziej odbija się to na jego mózgu. W kanale rodnym jest bardzo wąsko, aby twoje dziecko mogło się zmieścić, musi się zmienić kształt jego nieproporcjonalnie dużej główki. Części czaszki nie są ze sobą połączone, dzięki czemu, przeciskająca się główka zmniejsza się, gdy kości się do siebie zbliżają albo nawet na siebie nachodzą. Nie jest to bynajmniej czas relaksu! W trakcie porodu dziecko ma świadomość, że dzieje się z nim coś zupełnie nowego, niemiłego, słyszy różnorakie odgłosy z zewnątrz, boleśnie odczuwa skurcze mamy i jest przestraszone. Przez cały czas trwania ciąży nie spodziewało się takich odczuć.

Pierwszy stres
Ból i strach podczas rodzenia to jednak paradoksalnie uczucia potrzebne do inicjacji funkcji życiowych po porodzie. Matczyne skurcze porodowe utrudniają dopływ tlenu dla dziecka. Zwalnia się tempo bicia serduszka i dziecko zamiera w bezruchu. Jest to stresujące, więc wyzwala potężną falę hormonu stresu: adrenaliny. Adrenalina pełni rolę podwójną – jest hormonem lęku oraz walki. Spełnia funkcję obronną, zabezpieczając dziecko przed skutkami niedoboru tlenu i jest niezbędna, aby mogło ono rozpocząć samodzielne oddychanie poza brzuchem matki. Hormon stresu podnosi też ciśnienie krwi, natlenienie oraz ukrwienie serca i mózgu, co pomaga dziecku w czasie porodu.

Trudne momenty
Najgorszym momentem porodu dla dziecka, jest wydobywanie się płynu, gdy do płuc wdziera się palące i suche powietrze. Jest to zaskakujące i przerażające. I tutaj ból jest istotny oraz dobroczynny, bo odgrywa ważną ratunkową rolę – po raz kolejny uaktywnia adrenalinę, co redukuje wytwarzanie płynu i ułatwia rozprężenie płuc przy pierwszych oddechach na świecie.
Przed samym końcem porodu dziecko instynktownie wie, co należy robić. Potrafi mocno odepchnąć się nóżkami i pośladkami od ścian macicy, aby jeszcze głębiej wcisnąć się w wąski otwór. Wykonuje najcięższą porodową pracę, ale zawsze daje sobie radę. Dziecko jest odpowiednio przygotowane i świetnie przez naturę wyposażone, aby przetrwać ten przerażający i bolesny kataklizm. Nie zna swojej instrukcji obsługi, ale jest bardzo mądre i sprawnie reaguje na bodźce zewnętrzne. Zimno na zewnątrz? To dobrze, różnica temperatur przypomina mu o pierwszych oddechach. Jest przestraszone, ale jego lęki może łagodzić głaskająca go między skurczami mama. Nie wie, co dokładnie go czeka, ale przeczuwa, że jest to coś dobrego, bo w końcu walka toczy się o spotkanie z rodzicami. Przeżyjecie poród, bo jesteście razem!

Z pamiętnika – pierwsze wrażenia
„Stałem się ostatnio bardzo niespokojny. Mama mówi, że dużo się wiercę, podskakuję, kopię jej żołądek i wątrobę, a główką uderzam w dół. Sam w sumie nie wiem, dlaczego się tak emocjonuję! Podobno przygotowuję się do decyzji o porodzie. Ja decyduję? Ja się stąd nigdzie nie ruszam. Przecież mam całkiem wygodne, ciepłe i przytulne mieszkanko u mamy. Czasem, jak nie mogę zasnąć, to słucham sobie jej bicia serca i zasypiam, jak ze mną rozmawia. Lubię, jak obiecuje mi z tatą, że niedługo się zobaczymy. Strasznie jestem ciekawy jak wyglądają!

AAAA! Trochę się przestraszyłem. Ściany mojego domku zaczęły się napinać i na mnie napierać. Zrobiło się tu ciasno i wcale nie jest przyjemnie. Próbuję powiedzieć Mamie, że mnie boli, ale ona nie zwraca już na mnie tyle uwagi! Halo, Mamo, zapomniałaś o mnie? A co z głaskaniem, tuleniem mnie i mówieniem, jak bardzo mnie kochasz?! Naprawdę tego dzisiaj potrzebuję. Boję się, bo nie wiem, co mi się właśnie przytrafiło! Ej, to boli! Przestańcie mnie tak ściskać. I jeszcze to okropne światło. Niech ktoś je zgasi, bo męczą się moje oczka. Co tu się w ogóle dzisiaj dzieje? Lekarz Mamy mówi, że zaczął się poród. Rodzę się? O rany…! Mamo, pomocy!

Oj, Moja Mama strasznie niepokoi się, że cierpię! Nie martw się, Mamo! Jestem dzielny i musisz mi pozwolić na samodzielność! No, jeśli bardzo chcesz, to możesz mi trochę pomóc, bo tak naprawdę ja też się bardzo denerwuję… więc, Mamo:
Przemawiaj do mnie! Najlepiej spokojnie i łagodnie, jak zawsze mówiłaś do tej pory. Krzyki i obce hałasy są okropnie stresujące! Brakuje mi Twojego cichego głosu.
Postaraj się mnie czasem pogłaskać. Najlepiej między tymi okropnymi skurczami. Bolało Cię, Mamo? Bo mnie tylko trochę… Ale wiesz, przyzwyczaiłem się do Twojego dotyku i bardzo mnie relaksuje.”

Tekst: Anna Englert-Bator, Psycholog

Share Button