Był 10 marca, miałam niespełna 23 lata i byłam zupełnie nieświadoma, jak za chwile zmieni się moje życie. Miałam umówioną wizytę kontrolna u ginekologa, na która w ogóle nie miałam ochoty pójść. Za oknem leżał jeszcze śnieg, nasze auto nie miało opon zimowych a zegar pokazywał 8 rano. Która z nas miałaby ochotę wyjsć spod cieplej kołdry i gnać do lekarza? Też uważam, że żadna :) Umyłam zęby, włosy związałam w kitkę, pomodliłam się przed odpaleniem auta i ruszyłam. W gabinecie standardowa rozmowa, standardowe badanie i nagle niestandardowy wyraz twarzy pani doktor. Przekręciła ekran w moja stronę pozwalając mi zobaczyć to, co podniosło kąciki jej ust. Szare tło a na środku pięciomilimetrowy pęcherzyk, który wywraca życie do góry nogami. Jestem w ciąży! Uśmiech mimowolnie pojawił się na mojej buzi, ale bardzo szybko poczułam również strach. Wracając do domu byłam tak zdenerwowana, że nie potrafiłam zaparkować auta. Zostawiłam je na środku ulicy, zadzwoniłam do chłopaka, a kiedy podniósł słuchawkę, ja nagle zaczęłam szlochać. O nic nie pytając, przebiegł do mnie, zabrał samochód z ulicy na parking, a mnie do domu. W ręku ściskałam zdjęcie USG i udało mi się wykrztusić tylko: ,,to 6 tydzień”. Zareagował dużo lepiej niż ja. Śmiech, okrzyki radości, podskakiwanie. Od razu chciał oddzwonić wszystkich ze swojej listy kontaktów! Od tego dnia do 13 tygodnia ciąży przeżywałam horror. To nie była huśtawka nastrojów, to była ogromna karuzela, z której nie potrafiłam zejść. Radość, strach, niepokój, wątpliwości. Mój chłopak zgarniał ochrzan nawet za to, że za głośno mrugał. Byłam załamana, czułam, że nie jestem gotowa, żeby być naprawdę dobrą mamą. Krzyczałam, płakałam, po cichu myślałam, że nie chce tej ciąży, a za wszystko obwiniałam swojego faceta. Kiedy po raz kolejny powiedziałam mu, że to w jakim jestem stanie jest jego winą, usiadł obok mnie, spojrzał na mnie i powiedział: ,,Możesz na mnie krzyczeć, rzucać we mnie czym popadnie, obwiniać mnie za wszystko. Ja i tak Cię nie zostawię, nie poddam się.” Ruszyło mnie to. W dobrą stronę na szczęście :) I wtedy nadszedł koniec I trymestru i badanie USG 4D. Tego dnia po raz pierwszy usłyszałam bicie serca mojego dziecka. I to był moment, w którym uwierzyłam. Łzy popłynęły mi z oczu, ale tym razem były to łzy radości. Pierwszy raz szczerze cieszyłam się, że jestem w ciąży. Nie potrafię nawet ubrać w słowa tego, jak wspaniałe się poczułam. Nagle wszystko inne przestało mieć znaczenie – wszelkie wątpliwościach. Każdy kolejny dzień był coraz lepszy. Czułam się bardzo dobrze, odliczałam każdy dzień do kolejnej wizyty i spotkania z dzieckiem na ekranie USG. Dokładnie 26 maja, w Dzień Mamy po raz pierwszy poczułam ruchy mojego dziecka, którego później pieszczotliwie nazywałam disco robaczkiem. W takim cudownym nastawieniu dotrwałam do końca ciąży i od prawie 3 lat jestem najszczęśliwsza mama na świecie. I w jego okolicy :)

Pisząc ten list jest mi trochę wstyd za moja początkową postawę. Zazwyczaj ludzie pytają „A jak zareagował mąż? Cieszy się? Zły? Dotarło do niego? Wyszedł już z szoku?”. To tak jakbyśmy my – przyszłe mamy – musiały być zawsze zadowolone, zwarte i gotowe. Chciałam pokazać, że kobiety też mogą reagować inaczej, na początku mogą mieć wątpliwości, bać się, nie chcieć. Dziś cieszę się każdym dniem z moją córką. Jest najlepszym prezentem jaki dostałam od życia i mimo, że na początku moja postawa nie była godna pochwały, nie cofnęłabym bym czasu. Także wszystkie przyszłe mamy, które jakkolwiek się boją – dajcie sobie czas, będzie pięknie! ,, Nikt nie zrozumie, jak ktoś tak mały może tak bardzo zmienić świat, dopóki nie weźmie swego dziecka w ramiona.”

Paulina z Płocka

Share Button