Kilka dni temu byłam z Małą Księżniczką na pierwszej wizycie u lekarza. Oczywiście zdarzyło się małe opóźnienie, więc w poczekalni mamy umilały sobie czas rozmową. Wszystko szło idealnie, dopóki wymiana doświadczeń nie zeszła na temat porodu. Siedziałam zatem w samym oku cesarkowo-rozwarciowo-skurczowego cyklonu, modląc się w duchu, żeby nikt nie zapytał mnie, jak rodziłam. Kłamać nie umiem, nie lubię i nie chcę, ale nie czuję też potrzeby wtajemniczania obcych w nasze rodzinne sprawy. Na szczęście cudem kolejka utyskiwań mnie ominęła.

Nieco inna refleksja towarzyszyła mi w drodze do domu: czego właściwie się wystraszyłam? Oceny kilku osób, których prawdopodobnie już nigdy nie spotkam? Przecież większość ludzi reaguje przewidywalnie – do tego stopnia, że można ich na potrzeby niniejszego nieco zaszufladkować i przyporządkować do określonych kategorii. Niektóre z nich pasują także do rodzicielstwa biologicznego.

Poniższą listę potraktujcie, proszę, z mocnym przymrużeniem oka, zwłaszcza jeśli sami się na niej odnajdujecie. Jakoś przecież zareagować trzeba… Pewnie siebie też mogłabym gdzieś tam przypisać, więc się nie gniewajcie :)

ALFRED HITCHCOCK

Najczęściej jest dalekim znajomym o bujnej wyobraźni. Ogląda horrory, thrillery, programy informacyjne i „Trudne sprawy”, dzięki czemu jest przekonany, że adoptowane dziecko okaże się mutantem o patologicznych genach, który w pijackim szale zarąbie siekierą matkę, ojca, psa, ekspedientkę z Żabki i byłą żonę Waldka spod 10, choć tej ostatniej to akurat nie żal, bo to zła kobieta jest. Jednym słowem w dniu poznania Waszego dziecka ma już ułożony scenariusz oscarowego dreszczowca.

Czego właściwie się wystraszyłam? Oceny kilku osób, których prawdopodobnie już nigdy nie spotkam?

AS WYWIADU

Sąsiad, przeważnie starszy o minimum dwie dekady od świeżo upieczonych rodziców. Wie wszystko o wszystkich, a jeśli nie wie, to tym gorzej dla zainteresowanych. Po adopcji rozmawia o dziecku konspiracyjnym szeptem nawet w jego obecności. Koniecznie wypowiada dwa zdania, kto wie, być może będące jakimiś zaszyfrowanymi komunikatami: Nikt nie musi wiedzieć, że jest adoptowane oraz Już dawno wiedziałem, że coś jest nie tak, skoro tyle lat po ślubie nie macie dzieci. As Wywiadu często uprawia też osiedlowy monitoring, więc mimo wszystko warto żyć z nim w zgodzie.

BOB BUDOWNICZY

Przyjaciel rodziny, ewentualnie wujek lub dziadek maleństwa. O nic nie pyta, niczego nie komentuje, za to składa. Najpierw gratulacje, a potem łóżeczko. Odwiedza młodych rodziców z torbą ubranek w jednej ręce i skrzynką narzędzi w drugiej. W zębach trzyma kluczyki od auta, cedząc przez nie coś w stylu: gybyscie poszeoali, fo ja fas wszezie safioze. Na wieść o tym, że trzeba zrobić dziecku jakieś badani w stolicy województwa, wyciąga ogromny plan miasta i zaznacza trasę niczym wojskowy strateg przed bitwą. Kiedy zakłopotana mama lub tata próbuje go lekko przystopować, odpowiada (już bez kluczyków w zębach): Dobra jest, damy radę!

EWA DRZYZGA

Bliska znajoma, ale jeszcze nie przyjaciółka. Odwiedza młodych rodziców w pierwszym możliwym terminie. Jest zafascynowana tematem adopcji. Dopytuje o emocje, procedurę, historię dziecka, reakcje otoczenia. Zadaje pytania raz mamie, raz tacie, zachowując przy tym idealne proporcje, jak gdyby chciała dobrze wykorzystać czas antenowy. Uważnie słucha, rzadko się wtrąca, a jeśli już, to oferuje konkretne wsparcie. W gruncie rzeczy jest to bardzo miłe, o ile taką Ewę Drzyzgę ma się w otoczeniu jedną albo dwie. Odpowiadanie piętnasty raz w ciągu weekendu na pytanie jak się czujesz w nowej roli? powoduje uporczywe déjà vu, a w skrajnych przypadkach może budzić agresję niewyspanego rodzica adopcyjnego.

KSIĘŻNICZKA DISNEYA

Koleżanka z pracy mamy albo taty lub inna bliska znajoma. Wzruszenie odbiera jej mowę, a przynajmniej zdolność wypowiadania się pełnymi zdaniami. Wydaje z siebie liczne „ochy” i „achy”, okraszając je obficie łzami. Kiedy wreszcie odzyskuje jako taką równowagę, nazywa rodziców adopcyjnych aniołami, do których okazane dobro na pewno powróci. Następnie lituje się nad „biedną uroczą kruszynką”, by potem snuć sielankowe wizje jej przyszłości w nowej rodzinie. Wycierając opuchnięte oczy, zapewnia jeszcze, że zawsze można na nią liczyć – i zwykle nie jest to pusta deklaracja.

Odpowiadanie piętnasty raz w ciągu weekendu na pytanie jak się czujesz w nowej roli? powoduje uporczywe déjà vu, a w skrajnych przypadkach może budzić agresję

MATKA POLKA

To dosyć ciekawy typ. Ma dzieci biologiczne, przysposobieniem nigdy dotąd się nie interesowała, więc teraz dopytuje. Wyraża święte oburzenie na wieść o tym, że ona również musiałaby przejść kurs w OA, gdyby chciała adoptować. Przecież urodziła, wychowuje, zatem to ona powinna takie szkolenia prowadzić. Dziecko to dziecko, potrzebuje cyca lub pełnej butelki i świeżej pieluchy, żadna filozofia. Testy psychologiczne i tzw. USG domu uważa za marnotrawienie czasu – bo skoro jej pociechy do tej pory żyją i biegają po mieszkaniu, to znaczy że mają ku temu warunki i emocjonalne, i lokalowe. E tam, fanaberie jakieś z tą adopcją, chyba jednak łatwiej jest urodzić.

PAN PREZES

Przełożony w pracy, rzadziej ktoś z kręgu znajomych. Nie zadaje pytań, nie okazuje emocji. Rzeczowym i urzędowym tonem winszuje: Gratuluję państwu. Niech się zdrowo chowa, po czym odbiera niecierpiące zwłoki połączenie telefoniczne i zapomina, że w ogóle przed chwilą z kimś rozmawiał. No cóż, takie życie biznesmena.

WRÓŻ MACIEJ

W tej roli występują przeróżne osoby. Ich cechą wspólną jest to, że znają rodziców adopcyjnych lepiej, niż oni je. Na wieść o adopcji Wróż Maciej mówi „wiedziałem”. No oczywiście, że wiedział, skoro jest Wróżem. Postawienie tarota z fusów albo innego pasjansa na Windowsie XP pozwala mu też z całą pewnością stwierdzić, że z dziecka będzie wspaniała pociecha, a właściwie z dzieci, bo po adopcji to już na bank matka zajdzie w ciążę i urodzi biologiczne. On wie, że tak się dzieje. Cóż… skoro wie, to najlepiej go z tą (nie)wiedzą pozostawić.

WUJEK DOBRA RADA

Przyjaciel lub krewny. Ma najszlachetniejsze intencje, nieba by przychylił dziecku i jego adopcyjnym rodzicom. Jest trochę podobną kategorią do Boba Budowniczego, ale bardziej wkurza (szczerze mówiąc, to jest jedyny typ z opisanych tutaj, który podnosi mi ciśnienie). Zwykle ma już dziecko – jeśli nie swoje, to przynajmniej w najbliższym otoczeniu. I dlatego sypie jak z rękawa receptami na wychowanie pociechy. Świeżo upieczeni rodzice w kilka minut dowiadują się, że źle trzymają malucha do karmienia, kupują za drogie mleko i za tanie pieluchy (albo na odwrót), wózek wybrali niewygodny, a łóżeczko nie powinno stać pod oknem. Czasem dziecko jeszcze nie zdąży zrobić pierwszej kupy w nowym domu, a Wujek Dobra Rada już wybierze mu przedszkole, szkołę i zapisze na balet. Na szczęście tylko teoretycznie, bo za praktykę matka i ojciec gotowi byliby udusić delikwenta. Delikatnych prób zwrócenia uwagi, żeby pozwolił rodzicom być rodzicami i wychowywać po swojemu, nie rozumie. Na bardziej stanowcze reaguje wielkim fochem. Najwyraźniej trzeba dać jemu i sobie czas na przyzwyczajenie się do nowej sytuacji.

Lady Makbet, autorka bloga www.takietamstozki.wordpress.com

Foto: Pixabay

 

Chcesz zostać kolejną nagrodzoną nielukrującą mamą?

Skorzystaj z formularza www.dobra-mama.pl/mama-nie-lukruje i prześlij nam swoje teksty, a być może któryś z nich zostanie wybrany TEKSTEM MIESIĄCA, który nagrodzimy upominkiem, opublikujemy w naszym magazynie i na stronach internetowych.

Share Button