Temat śmierci dla nikogo nie jest łatwy, nawet dla dorosłych, ale dla rodzica jest on podwójnie trudny. Z jednej strony sami przeżywamy stratę, ból, żałobę a z drugiej nie wiemy jak i czy rozmawiać o niej z dzieckiem.

No właśnie – rozmawiać o śmierci z dzieckiem czy lepiej udawać, że nic się nie stało?

Ostatnimi czasy życie naszej rodziny nie oszczędza, więc i takie tematy się tutaj przewiną.

Pytanie zasadnicze:

Czy rozmawiać z dzieckiem na temat śmierci?

Tu uważam, że wiele zależy od wieku dziecka i stopnia, w jakim ta śmierć go dotyczy. Nie uważam za dobre tłumaczenie 1,5-rocznemu bobasowi, że żona stryjka ciotki Wandzi nie żyje. Bo dziecka najpewniej śmierć tej osoby nie bardzo dotyczy. Co innego, gdy 2-3 latek sam pyta, co się stało. Albo śmierć dotyczy np. ukochanego zwierzątka. Wtedy wydaje mi się jak najbardziej normalnym, by z tym dzieckiem porozmawiać, nie zbaczać z tematu, nie odwracać uwagi, ani broń borze nie kłamać!

Jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci?

Temat prosty nie jest, bo często dorośli nie umieją o niej rozmawiać między sobą.

Dlaczego?

Bo nikt z nami o tym nie rozmawiał?

Bo nie obchodziło nikogo, jak czujemy się z tą stratą?

Gdy pierwszy raz zastanawiałam się, jak to dziecku powiedzieć, jak wytłumaczyć, dostałam od bliskiej mi osoby pewien cytat.

Bardzo mnie on poruszył bo mam wrażenie, że w czasach mojego dzieciństwa był to wzorcowy przykład rodzica. Dostałam też drugi… który uważam za klucz w rozmowie z dzieckiem nie tylko na temat przemijania czy straty.

Ja nie jestem miłośniczką poradników na temat wychowywania dzieci, bo zwyczajnie nie mam nawet kiedy ich czytać, ale ten fragment chwycił mnie bardzo i pomógł w trudnej chwili.

Pomijając inne chwile, kiedy ta wiedza mi się przydała, w tym tygodniu zmarła nam świnka morska, czy jak kto woli – kawia domowa. Wielu osobom wyda się to błahe, ale w naszym domu przerodziło się to w prawdziwą tragedię.

Zwierze towarzyszyło nam niemal od ślubu i od momentu, gdy wprowadziliśmy się do naszego mieszkania. Dla nas był to członek rodziny, którego mieliśmy dłużej niż dziecko. A dla naszej 2,5-letniej córki świnka była od zawsze.

I tu się pojawił problem, pytania, płacz.

Teraz, po kilku rozmowach o umieraniu, niebie, opowiedzeniu sobie wzajemnie o uczuciach i tęsknocie za zwierzakiem, odpowiedzeniu na kilkaset pytań o takich nawet, co to znaczy umrzeć albo gdzie jest „świnkowe niebo”, sytuacja ma się znacznie lepiej. Bo dziecko wie, co się stało i wie też, że nie jest samotna z tym, co czuje po stracie świnki.

Wie też, że może o tym rozmawiać, pytać, mówić o wszystkim, co czuje.

Co jest najtrudniejsze w mówieniu o stracie?

Wydaje mi się, że zmiana myślenia. Przestawienie się z myśli pod tytułem: to tylko dziecko i nic nie wie na: to mały człowiek i czuje tak samo, jak dorosły. No właśnie, tylko dorosły bardziej wie, co się stało, a u dziecka dochodzi jeszcze niepokój związany z faktem, że nie wie, co się dokładnie dzieje, co to znaczy umrzeć. Dlatego wychodzę z założenia, że również o takich sprawach należy z dzieckiem rozmawiać. Świat jest tak stworzony, że niestety śmierć prędzej czy później pojawi się w świecie naszego dziecka (oby jak najpóźniej i nikomu tego nie życzę). Ale może po takiej szczerej rozmowie z rodzicem w dorosłym życiu będzie lepiej znosiło tak traumatyczne przeżycia.

Katarzyna P.-F., autorka bloga www.okiem-mamusi.pl

 

Jesteś nielukrującą mamą?

Skorzystaj z formularza www.dobra-mama.pl/mama-nie-lukruje i prześlij nam swoje teksty, a być może któryś z nich zostanie wybrany TEKSTEM MIESIĄCA, który nagrodzimy upominkiem, opublikujemy w naszym magazynie i na stronach internetowych.

Share Button