Wiele kobiet zauważa, że wychowanie dzieci bywa dla nich bardziej stresogennym zadaniem niż kierowanie grupą ludzi w firmie. Coś, co dla poprzednich pokoleń było zajęciem naturalnym, dziś spędza rodzicom sen z powiek. Czytają, szukają porad, wsparcia, próbują różnych metod, szkół, by po jakimś czasie stwierdzić, że wszystko sprawdza się w najlepszym razie połowicznie. Wydaje się, że im więcej rodzice wkładają wysiłku w wychowanie dzieci, tym bardziej są sfrustrowani i zniechęceni.

55758343.29a3103a6d9b65.4„Jestem przekonana, że wraz z mężem doświadczyliśmy więcej problemów przez cztery lata z dwójką naszych dzieci niż moi rodzice z naszą dziesiątką przez całe życie” – skarży się jedna z mam w książce Johna Rosemonda „Poradnik dla zestresowanych rodziców” (Wydawnictwo M, Kraków 2016). Autor, amerykański psycholog z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem w poradnictwie rodzinnym, odpowiada jej oraz innym przejętym rodzicom, że niepotrzebnie biorą na swe barki ciężar nie do udźwignięcia. Współcześni rodzice uwierzyli, „że to, czy ich dzieciom się uda, całkowicie zależy od nich – że pozytywny skutek ich rodzicielstwa jest kwestią ich wysiłków, ich energii, ich poświęcenia, ich oddania”. Dlatego obsesyjnie podchodzą do każdego szczegółu wychowania, wpędzają się w poczucie winy z powodu każdego drobiazgu, każdej porażki. „Po raz pierwszy w historii kobiety zaczęły mieć poczucie, że obszar wychowania dziecka usiany jest psychologicznymi minami, które można nieopatrznie zdetonować jednym niefortunnym ruchem, wywołując tym samym szkody prawdopodobnie nieodwracalne” – zauważa Rosemond.
Ogromne zaangażowanie w wychowanie dzieci sprawia, że słabnie więź między małżonkami. Podróżując z wykładami po Stanach Zjednoczonych, John Rosemond pytał swoich słuchaczy o to, jak dzielą czas między dzieci a małżonka. Wynik? Zaledwie 10 proc. czasu spędzonego w rodzinie przypada mężowi lub żonie, resztę – pochłaniają dzieci. Uderza to nie tylko w małżeńskie relacje, ale szkodzi też samym dzieciom. Nauczyciele, wychowawcy, psychologowie zauważają, że obecnie dzieci są dużo mniej samodzielne i odpowiedzialne niż w poprzednich dziesięcioleciach. Zdarzają się rodzice, którzy przejmują kontrolę nawet nad zawodowymi kontami swoich pociech – dzwonią do pracodawcy, usprawiedliwiają nieobecność czy tłumaczą niepowodzenia dorosłego już dziecka.
Jak znaleźć równowagę i nie wpaść w nadopiekuńczość, a jednocześnie dobrze wychować swoje dziecko? Jak przeprowadzić je przez okresy buntu? Jak sprawić, by było ono odpowiedzialne, zaradne, a jednocześnie szczęśliwe? John Rosemond w „Poradniku dla zestresowanych” krok po kroku odsłania mity współczesnego wychowania dzieci i pokazuje, jak zbudować dobre fundamenty rodzicielstwa. Podpowiada na czym warto się oprzeć, wychowując swoje pociechy, a o czym najlepiej zapomnieć.

Share Button