Chciałam się podzielić historią swojej długo oczekiwanej ciąży. 9 lipca 2014 r. minęły 3 lata od naszego ślubu. Chwilę po ślubie wzięliśmy kredyt na mieszkanie, żeby być na swoim, a nie wynajmować mieszkanie w Warszawie, gdzie wiąże się to z wysokimi rachunkami. Około rok po ślubie zaczęliśmy się starać o dziecko. Wszystko było uzgodnione z lekarzem, badania były rewelacyjne, przyjmowałam kwas foliowy. Niestety co miesiąc nic, ciągle okres, co miesiąc był płacz, rozpacz i coraz to większa zazdrość wobec kobiet z wózkami, z dziećmi, które chodziły po naszym osiedlu. Męża co miesiąc prosiłam, żeby poszedł przebadać nasienie, twierdził zawsze, że za miesiąc. Myślałam już o adopcji. Po roku starań zgłosiłam się ponownie do lekarza. Okazało się, że mam problem z tarczycą i podwyższone TSH. Dostałam 2 hormony, nie było żadnych przeciwwskazań o staranie się o dziecko, więc nadal próbowaliśmy. Badania wychodziły co raz lepiej, jednak dwóch kreseczek nadal nie widziałam. Przy każdej okazji słyszeliśmy od całej rodziny, że do szczęścia brakuje nam już tylko dziecka. Wszystkie życzenia rodziny z okazji jakiś świąt były związane z długo oczekiwanym dzidziusiem. Oczywiście to wszystko jeszcze bardziej dołowało nas psychicznie. Po kolejnych 10 miesiącach starań zrezygnowaliśmy na trochę, ponieważ zmieniałam stanowisko w pracy i nie wiedziałam, na jaki czas dostanę umowę w pracy. Umowę podpisywałam 15 lipca, jeszcze nigdy nie miałam takiego przeczucia, że właśnie teraz mogę być w ciąży. Umowa została przedłużona na poprzednich warunkach, czyli na czas nieokreślony. Obawiałam się, że to są moje urojenia. Mąż rozmawiał ze mną, że nie mogę sama aż tak psychicznie się dołować, przecież od dwóch miesięcy nie staramy się o nasze długo wyczekiwane maleństwo. Okres spóźniał mi się już 3 dni, tłumaczyli mi wszyscy, że to stres związany z nowym stanowiskiem w pracy. Moja intuicja podpowiadała mi, że to niemożliwe. Kupiłam 2 testy ciążowe. Na obu pokazały się dwie kreseczki! Jestem w ciąży! 18 lipca, ten dzień zapamiętam doskonale. Mój mąż wracający z pracy zobaczył mnie czekającą na niego w drzwiach naszego mieszkanka z dwoma testami w ręku, a na nich po dwie kreseczki! Złapał mnie w ramiona i popłakaliśmy się ze szczęścia oboje. Następnego dnia pojechaliśmy do lekarza, aby upewnić się, że na pewno jestem w ciąży! Wszystkie badania potwierdziły, że jestem w 5 tygodniu ciąży. Moja mama dowiedziała się o długo wyczekiwanym maleństwie w dniu swoich imienin, stwierdziła, że to jest najlepszy prezent jaki mogła dostać. W naszym przypadku blokadą była psychika. Z medycznego punktu widzenia nie było żadnych przeciwwskazań. Mój Maluszek rozwija się prawidłowo, poza wymiotami i mdłościami na początku ciąży nic mi nie dolega. Termin porodu mam wyznaczony 25 marca 2015 r. już nie możemy się doczekać tej wspaniałej chwili. Kochane Kobietki, bardzo dużo zależy od naszej psychiki i nastawienia! Wytrwałości życzę każdej z Was!

Jola