Rok 2013 nie był dla mnie dobrym czasem. W czerwcu straciłam mamę, a w grudniu chłopaka. Obydwoje chorowali na raka. Załamałam się, mój świat legł w gruzach. W pracy poznałam chłopaka, wydawał się fajny. Zaczęliśmy rozmawiać. Ja potrzebowałam kogoś, kto mnie przytuli, pocieszy. Zaczęliśmy się spotykać i wkrótce zostaliśmy parą. Niestety, okazało się, że on nie był w porządku, a wszystko, co mówił, było kłamstwem. Wszystkie jego kłamstwa wychodziły po kolei. Ja zakochałam się i ślepo mu ufałam. Nikogo nie słuchałam. Moje rodzeństwo coś podejrzewało. W końcu coś we mnie pękło. Powiedziałam dość. Zerwaliśmy, ale jak się okazało chwilę potem, łączyło nas coś na całe życie. Okazało się, że jestem w ciąży. Nigdy nie planowałam ciąży. Zawsze mówiłam, że nie będę mieć dzieci. Wszystko się zmieniło na pierwszej wizycie u ginekologa. Po raz pierwszy usłyszałam bicie tego maleńkiego serduszka. Po policzku spłynęła mi łza. Poczułam ogromną miłość i pragnienie tego dziecka. Choć w głębi serca byłam zmieszana. Targały mną różne emocje. Strach i zwątpienie, jak ja sobie poradzę jako samotna matka. Czy będę umieć być dobrą matką. Z dnia na dzień dochodziło do mnie, iż wkrótce zostanę „mamą”. Moje życie zmieniło się 180 stopni, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam moją córeczkę. Wtedy wiedziałam już, że kocham tę istotkę ponad wszystko. Nie mogłam oderwać oczu od córci. Z dniem pojawienia się córci zmieniły się priorytety. Ktoś potrzebuje mnie i mam dla kogo żyć, jestem „mamą”. Jak to słowo zaczęło dla mnie tak wiele znaczyć. Bycie matką zmieniło mnie na lepsze. Ja stałam się lepszą osobą. Dzięki córci pokochałam życie, potrafię cieszyć się z małych rzeczy i nawet kiedy jest źle, jej uśmiech zmienia wszystko. Tłumaczę sobie to, że nic nie dzieje się bez przyczyny, iż odejście mamy i chłopaka to powód do przyjścia nowych osób na świat, że ktoś musi odejść, by ktoś mógł się urodzić. Dziecko zmienia wszystko na lepsze.

Małgorzata ze Świebodzina

Share Button