dr Aleksandra Szymańska-Tworek adiunkt w Instytucie Językoznawstwa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, prywatnie mama dwóch chłopców

Czy kilkutygodniowe niemowlę może rozpocząć przygodę z językiem angielskim? Oczywiście, że tak! Tu przeczytasz, w jaki sposób osłuchać maluszka z angielskim i dlaczego jest to dobry pomysł.

Zacznijmy jednak od początku…

Czym różni się nabywanie języka ojczystego od nauki języka obcego?

Nabywanie języka ojczystego (polskiego)

Nabywanie języka ojczystego znacznie różni się od nauki języka obcego. Dziecko język polski słyszy od pierwszych dni życia i to w dużej ilości. Dwulatek wypowiadający pierwsze słowa jest już bardzo osłuchany z językiem – przez dwa lata przysłuchiwał się przecież rozmawiającym rodzicom, rodzeństwu, babci, pani w żłobku i tak dalej. Co więcej, dziecko jest bardzo zmotywowane do opanowania języka ojczystego, ponieważ zależy mu na wyrażaniu swoich myśli i komunikowaniu potrzeb.

Nauka języka obcego (angielskiego)

Przygodę z językiem obcym dziecko zaczyna zwykle dużo później, choć obecnie odbywa się to i tak wcześnie, bo rodzice posyłają na kursy językowe dzieci cztero- czy pięcioletnie. I bardzo dobrze, bo nauka języków to wspaniała rzecz, ale nie ma się co czarować, że dziecko szybko zacznie komunikować się po angielsku.

Czemu? Przede wszystkim ekspozycja na język jest zwykle bardzo ograniczona. Porównajmy, dajmy na to, dwie godziny tygodniowo kontaktu z angielskim na kursie językowym z praktycznie nieograniczonym kontaktem z językiem polskim (szereg godzin każdego dnia). Co więcej, nauka angielskiego może być dla dziecka bardzo przyjemna, ale nie jest aż tak motywująca, bo dziecko nie czuje konieczności komunikowania swoich potrzeb w tym języku.

Jak wykorzystać tę wiedzę w praktyce?

Znając już podstawowe różnice pomiędzy nabywaniem języka polskiego a uczeniem się języka angielskiego i wiedząc, że to pierwsze jest dużo bardziej skuteczne, możemy wysnuć następujący wniosek: aby nauka angielskiego była bardziej efektywna dobrze jest sprawić, aby jej proces jak najbardziej przypominał przyswajanie języka ojczystego.

Możliwości mamy dwie. Pierwsza odnosi się do sytuacji, gdy przynajmniej jeden z rodziców dziecka dobrze posługuje się językiem angielskim i zdecyduje się mówić do dziecka po angielsku od pierwszych dni, tygodni czy miesięcy życia, czyli wychować je w tak zwanej dwujęzyczności nienatywnej (więcej na ten temat poniżej).

Drugi scenariusz odnosi się do sytuacji, gdy rodzice dziecka nie posługują się biegle językiem angielskim lub po prostu nie mają ochoty używać tego języka przy dziecku. Co mogą jednak zrobić to osłuchiwać dziecko z angielskim poprzez zapewnienie mu intensywnego kontaktu z piosenkami, wierszykami i bajkami w tym języku.

Dobra Mama: Z zawodu jest Pani anglistką i metodykiem nauczania języka angielskiego, prywatnie – mamą dwóch chłopców. Czy uczy Pani swoje dzieci angielskiego?

dr Aleksandra Szymańska-Tworek: Oczywiście. Osłuchuję chłopców z angielskim od pierwszych tygodni życia. Kołysanki, piosenki, rymowanki, słuchowiska towarzyszą nam od zawsze – najpierw głównie w moim wykonaniu, z czasem zaczęłam korzystać również z tych dostępnych na rynku i w internecie. Kiedy dzieci trochę podrosły, zaczęłam puszczać im piosenki i bajki na komputerze, zawsze po angielsku. To jest taki mój kompromis samej ze sobą. Komputer i telewizja nie są zalecane dla małych dzieci, dlatego jeśli już mają te bajki oglądać, niech będzie po angielsku. Pilnuję oczywiście, żeby nie oglądały zbyt długo, żeby zachowana była bezpieczna odległość od monitora, itd.

DM: Czy starszy syn nie skarży się, że wolałby oglądać bajki po polsku?

A.S.-T.: Nie, nigdy mi się nie poskarżył. Do angielskiego jest przyzwyczajony, poza tym, teraz, po kilku latach codziennego obcowania z angielskim, wszystko świetnie rozumie.

DM: Co oprócz piosenek i bajek?

A.S.-T.: Dużo czytam chłopcom i to jest nasz ulubiony sposób spędzania czasu. Kiedy dzieci były małe wybierałam proste książeczki z nieskomplikowaną fabułą. Kilka tytułów dostałam od koleżanki mieszkającej na stałe w Szkocji, resztę kupiłam w księgarni językowej – te drugie to specjalne uproszczone książeczki przeznaczone dla dzieci do nauki angielskiego. Teraz jest jeszcze fajniej, bo ze starszym mogę czytać trudniejsze książeczki z ciekawą, wciągającą fabułą. Naszym absolutnym hitem są książki Julii Donaldson i Axela Scheffler’a, przede wszystkim „The Gruffalo” i „The Gruffalo’s Child”, ale także „Room on the Broom”, „Monkey Puzzle”, „The Highway Rat”, „Superworm” czy „Zog”. Bardzo fajne są też książeczki wydawnictwa Usborne z cyklu Peep Inside a Fairy Tale. Te książeczki to głównie klasyki, takie jak „Czerwony Kapturek” („Little Red Riding Hood”), czy „Kopciuszek” („Cinderella”), ale przepięknie wydane z mnóstwem zakładek, które dzieci mogą odrywać i odkrywać. Niedawno dostałam też w prezencie książki wydawnictwa Templar: „Wendy the Wide-mouthed Frog”, „You’re not so Scary, Sid” oraz „Hello Dudley”. To książki, które jednocześnie są pacynkami, moje dzieci je uwielbiają. Z całą pewnością dobrych książek dla dzieci po angielsku nie brakuje.

DM: Czy mówi Pani do dzieci po angielsku, czyli, jak to się fachowo nazywa, czy praktykuje Pani dwujęzyczność zamierzoną (nienatywną)?

A.S.-T.: Tak, od pierwszych tygodni życia mówię do dzieci po angielsku, ale przy starszym synku nie robiłam tego konsekwentnie. Łączenie opieki nad maluszkiem z pracą zawodową okazały się na tyle absorbujące, że zabrakło mi wytrwałości, aby mówić wyłącznie po angielsku. Jestem anglistką i angielski znam dobrze, ale zmęczenie i niewyspanie robią swoje. W takich sytuacjach okazuje się, że mówienie w języku obcym jest jednak wysiłkiem, mniejszym czy większym, a mówienie po polsku jest po prostu łatwiejsze i bardziej “z automatu”, bezrefleksyjne. Jestem jednak pewna, że są mamy, które potrafią wykazać się większą systematycznością niż ja.

DM: Czyli się Pani poddała?

A.S.-T.: Nie! Za dwujęzyczne wychowanie wzięłam się na poważnie, gdy syn miał około trzech latek. Od tego czasu (teraz ma niespełna sześć) mówię do niego prawie wyłącznie po angielsku. Prawie, ponieważ ciężko mi się przestawić na mówienie w języku obcym w miejscach publicznych. Wtedy rozmawiamy z synkiem po polsku.

DM: I jak rezultaty takiej edukacji?

A.S.-T.: Rezultaty są widoczne szczególnie na dwóch płaszczyznach. Pierwsza to rozumienie ze słuchu: syn rozumie w zasadzie wszystko: mnie, piosenki, bajki. Druga rzecz to znajomość słownictwa: niespełna sześciolatek zna więcej angielskich słówek niż niejeden maturzysta. Jeśli chodzi o mówienie to syn tworzy proste zdania, choć zwykle nasze rozmowy przebiegają dwutorowo: na moje pytania po angielsku syn odpowiada po polsku. Postępy w aktywnym komunikowaniu się po angielsku widać jednak w zasadzie z miesiąca na miesiąc. Myślę, że w ciągu dwóch lat będziemy rozmawiać już tylko w tym języku.

DM: Czy syn nie buntuje się, że mama mówi po angielsku?

A.S.-T.: Nie, jest do tego przyzwyczajony. Na tym polega urok wcześnie wprowadzonej dwujęzyczności, że staje się dla dziecka tak naturalna jak mycie zębów czy rąk.

DM: A Pani młodsza pociecha? Czy też wychowywana jest w dwóch językach?

A.S.-T.: Tak, przy drugim dziecku jest mi łatwiej, ponieważ i tak mówię po angielsku do starszego więc młodsze jest osłuchane siłą rzeczy.

DM: Jak popularne w Polsce jest wychowywanie dziecka w dwujęzyczności zamierzonej?

A.S.-T.: Nie mam danych na ten temat. Przypuszczam, że wielu rodziców praktykuje, podobnie jak ja, dwujęzyczność zamierzoną w wersji „light”, to znaczy mówią do dziecka w języku obcym tylko w domu lub kiedy są z dzieckiem na osobności. Mówienie w języku obcym w miejscach publicznych może być dla kogoś niekomfortowe, bo wzbudza zainteresowanie. Ja tak właśnie mam.
Dodam, że mam wielu znajomych anglistów, którzy wychowują dzieci w dwujęzyczności. Efekty są zresztą spektakularne. Proszę sobie wyobrazić dziesięciolatka, który swobodnie rozmawia po angielsku nawet na abstrakcyjne tematy.

DM: Czy Pani dzieci uczą się też innych języków obcych poza angielskim?

A.S.-T.: Starszy syn uczy się też hiszpańskiego w przedszkolu oraz francuskiego. Francuskiego uczy go mój tata, który z wykształcenia jest romanistą. Nauka tych dwóch języków jest jednak dużo mniej intensywna niż angielskiego. Chciałabym, żeby doświadczenie, które nabędzie z hiszpańskim i francuskim posłużyło mu w przyszłości jako podstawa do poważniejszej nauki.

DM: Dziękuję za rozmowę.

A.S.-T.: Dziękuję pięknie.

Jak osłuchać maluszka z angielskim

Zacznijmy od osłuchiwania, bo jest to coś, co może zrobić każdy rodzic, niezależnie od tego, czy włada angielskim, czy też nie. Już siedmiotygodniowe niemowlę chętnie przysłuchuje się piosenkom i to warto wykorzystać. W internecie znajdziemy mnóstwo piosenek w języku angielskim przeznaczonych dla dzieci. Popularne kanały w serwisie YouTube oferujące piosenki dla dzieci to, między innymi, Super Simple Songs, Mother Goose Club, the Singing Walrus, Blippi, oraz Dream English Kids. Spokojne, wyciszające kołysanki to propozycja dla tych najmłodszych (przykładowe tytuły: „Sweet dreams” z Super Simple Songs, a także mnóstwo tradycyjnych angielskich wierszyków, tak zwanych nursery rhymes, np. „Row, row, row our boat”, „Twinkle, twinkle little star”, „Itsy bitsy spider” czy „Baa, baa, black sheep”). A ponieważ maluszek najbardziej na świecie lubi głos swojej mamy, idealnie byłoby nauczyć się kilku na pamięć i śpiewać dziecku na dobranoc. Kiedy dziecko jest aktywne, też warto zaśpiewać mu lub puścić nagranie piosenki po angielsku. Wybierzmy kilka ulubionych (na które maluszek najlepiej reaguje) i śpiewajmy/puszczajmy mu je regularnie.

Kiedy dziecko troszkę podrośnie i zainteresuje się oglądaniem bajek, puszczajmy mu te po angielsku. Korzystając z nieograniczonych wręcz zasobów internetu, na pewno znajdziemy takie, które przypadną dziecku do gustu. Świetnym źródłem nauki są oczywiście książeczki z bajkami po angielsku. Wybierzmy najlepiej te, do których dołączona jest płyta z nagraniem (szczególnie ważne jeśli nie znamy angielskiego), wtedy bajkę możemy odtworzyć w formie słuchowiska.

Co ważne, nie trzeba zachęcać (a już na pewno nie zmuszać) dziecka do powtarzania słówek po angielsku. Po prostu stwórzmy środowisko, w którym angielskiego będzie dużo, niech maluszek porządnie się osłucha, niech nasiąknie tym językiem jak gąbka. Zacznie mówić kiedy będzie gotowe.

Pamiętajmy też, że jeśli język angielski będzie się maluszkowi miło kojarzył (z zabawą, muzyką, czasem spędzonym z mamą), jest szansa, ze chętniej będzie uczył się go w przyszłości.

Współpraca reklamowa