Polskie dzieci funkcjonują w środowisku bazującym na ocenianiu i są bardzo przyblokowane. Istnieją jednak sposoby na to, by uwolnić ich kreatywność i budować zdrowe poczucie własnej wartości. Rozmowa z Mary Sadowską-Łakomy, producentką projektu Brave Kids.

Brave Kids to unikatowy w skali świata projekt artystyczno-edukacyjny dla dzieci, łączący źródłowe kultury i tradycje muzyczne, taneczne i teatralne odległe od siebie nieraz o tysiące kilometrów. W dotychczasowych edycjach wzięło udział łącznie 1500 dzieci ze 180 grup artystycznych z pięciu kontynentów, a w swoich domach gościło je 500 polskich rodzin z 13 miast. W tym roku, z powodu pandemii, w warsztatach artystycznych wzięło udział 240 dzieci mieszkających wyłącznie w Polsce.

Brave Kids to również autorski model pracy twórczej, umożliwiający dzieciom swobodne rozwijanie talentów i artystyczną współpracę.

Dobra Mama: Pierwsze warsztaty rozpoczęliście na samym początku wakacji. Czy okres zamknięcia pozostawił w dzieciach widoczne ślady?
Mary Sadowska-Łakomy: Spowodował w nich swego rodzaju przyśnięcie i nawet utratę wiary we wspólne działanie, więc sam moment startu był trudniejszy. Ujawniła się też prosta prawda, jak ważna jest aktywność fizyczna na świeżym powietrzu. Na początku dzieci były w gorszej formie fizycznej i spędzenie aktywnego dnia na warsztatach było dla nich nieraz wyzwaniem.
Z drugiej strony, dzieci mają bardzo wysoką zdolność adaptacji. Tak jak prześliznęły się jakoś przez okres zamrożenia i zdalnego nauczania, tak później szybko, gdy tylko odzyskały relacje z koleżankami i kolegami, wróciły do swojego normalnego bytowania. Wielkiej traumy na szczęście nie widzieliśmy.

DM: Metodę Brave Kids określa się skrótowo: dzieci uczą dzieci. Ale na czym to właściwie polega?
M. S.-Ł.: W Brave Kids wychodzimy z założenia, że każdy potrafi coś wartościowego, nawet jeśli to są bardzo podstawowe umiejętności. Istotna jest gotowość do podzielenia się z innymi, a nie poziom artystyczny. Wyzwalamy ją tworząc bezpieczną przestrzeń i korzystając z najprostszego narzędzia: jeśli chcemy kogoś czegoś nauczyć, wystarczy mu to pokazać. Natomiast ta bezpieczna przestrzeń powstaje w znacznej mierze przez to, że nikt nikogo nie ocenia. Dziecko wie, że nikt nie powie, że to co zaprezentowało, jest dobre albo złe.

DM: Na ile jest to uniwersalna metoda?
M. S.-Ł.: Jest w nas ciekawość drugiego człowieka i nie trzeba do tego spotkania z innymi kulturami. Ten rok Brave Kids, kiedy w projekcie wzięły udział dzieci tylko z Polski, to udowodnił. Działania twórcze budujemy na tym, co każdy wnosi i okazuje się, że nie musi być to np. taniec z Afryki, by zainteresować innych.

DM: Czy polskie dzieci są bardziej zamknięte i wrażliwe na oceny?
M. S.-Ł.: Tak, mają ogromną blokadę. Spotykamy niesamowite talenty wokalne albo ruchowe, ale często siedzą schowane. Czytamy język ciała i widzimy, że dziecko chce się zaprezentować, ale różne bariery są w nim silniejsze. Typowym zjawiskiem jest też gaszenie entuzjazmu innych. To wynika z obawy, że jeśli ktoś coś pokaże, to zaraz ja będę musiał. Polskim dzieciom trzeba dać więcej czasu. Muszą się przekonać, że jeśli ktoś zatańczy albo zaśpiewa, to nie obciach. Poza tym, powiedziałabym, że są nie tyle wrażliwe, co skażone ocenianiem, i to jest często źródło przyblokowania. Ktoś zaraz powie, czy robię coś dobrze, czy źle, a ja nie chcę być oceniana, więc w ogóle nie będę wychodzić.

DM: Z czego to wynika?
M. S.-Ł.: Po pierwsze z tego, że funkcjonują w środowisku bazującym na ocenie. W ogromnym stopniu kształtuje je nasz system edukacji, w którym oceny są podstawą wartościowania człowieka. Dzieci tym żyją i rodzice też: słabą ocenę dziecka odbierają jako osobistą porażkę. Sami też żyją i pracują w hierarchicznych systemach oceniania. Być może potrzeba nam pokolenia, które wychowa się w systemie edukacji nieformalnej. Oceny same w sobie nie muszą być problemem. Chodzi o to, by nie były podstawą wartościowania człowieka.

DM: Czego unikać, jeśli zależy nam, by własne dzieci miały zdrowy stosunek do ocen z zewnątrz?
M. S.-Ł.: Chyba każdy z nas usłyszał, pewnie nie raz, słowa: „No pokaż, co umiesz”, „Jak nie potrafisz, na pewno potrafisz”. W takiej sytuacji dzieci wchodzą w szkolny szablon i pojawia się w nich lęk przez słabą oceną. Rola dorosłych polega na stworzeniu takich warunków i przestrzeni, by dziecko chciało coś zrobić z własnej inicjatywy. My w trakcie warsztatów musimy mieć bardzo dużą wrażliwość na to, w którym momencie i jak zaprosić do działania. Staramy się unikać sytuacji, że dziecko zrobi coś ze względu na instruktora. Fundamentem wszystkiego jest nasz obraz dziecka: to jest człowiek, który może sam o sobie decydować i któremu chcemy dać bezpieczną przestrzeń.

DM: Na warsztatach przygotowujecie jednak spektakle. Bez reżyserowania chyba nie może się obyć.
M. S.-Ł.: My nie reżyserujemy, raczej kierujemy procesem twórczym grupy. Na początku przedstawiam sytuację jasno: nie wiem, co wyjdzie z naszych warsztatów, chcę, żeby to było dobre, ale wszystko wychodzi od was. Ja mogę wam pomóc, bo trochę się na tym znam, czasem reżyseruję, ale nie powiem wam, co dokładnie macie robić. A później, krok po kroku, z różnych propozycji powstaje wspólne dzieło.
I chyba największa satysfakcja płynie właśnie z tego, że zrobiliśmy coś razem. Dzieciom daje też niesamowite poczucie dowartościowania, że to ich propozycja jest częścią większej całości. Te, które były przyblokowane, są zachwycone tym, że się przełamały. Mają za sobą oczyszczające doświadczenie: nawet jeśli za pierwszym razem ich propozycja nie przeszła, zobaczyły, że dalej wszystko jest w porządku, a wtedy łatwiej odważają się, by wystąpić z kolejnymi pomysłami. Otrzymują silne wzmocnienie.

DM: Czy takie podejście można też wykorzystać w domu?
M. S.-Ł.: Podam przykład. Dziecko namalowało obrazek, przychodzi i mówi: zobacz mamo. A mama może powiedzieć: „Ale ładny” albo „A gdzie chmurka?”, ale może też zapytać, co samo dziecko sądzi o swoim dziele. Chodzi o to, by uświadomiło sobie, że obrazek nie jest wartościowy dopiero wtedy, gdy dostanie dobrą ocenę od mamy, ale w momencie, gdy samo uzna, że taki jest. Następnym razem przyjdzie i powie: „Mamo, zobacz, namalowałam ładny obrazek”. Takie podejście daje dziecku wolność: nie czeka, aż ktoś oceni jego pomysły czy prace, ale samo robi to, co uzna za ciekawe czy wartościowe. To działa w różnych obszarach, nie tylko w sztuce, ale też np. w sporcie.

DM: Ale dzieci potrzebują czasem podpowiedzi, jak coś narysować, a w sporcie, jak kopnąć celnie piłkę? Co zrobić, by nie reżyserować takich aktywności?
M. S.-Ł.: Ten proces jest zwykle trzyetapowy. Zaczyna się od „Narysuj mi domek”, następnie rysujemy wspólnie z dzieckiem, a za trzecim razem robi to już samo. To działania stopniowe, nie chodzi o to, żeby wrzucać małego człowieka na głęboką wodę. Jednak ważne, by budować w nim pewność siebie. Gdy narysuje już domek, powiedzmy: zobacz, jeszcze dwa tygodnie robiliśmy to razem, a teraz robisz to już samodzielnie. Wystarczy zostawić dziecko z tym faktem, a samo dojdzie do wniosku: tak, umiem to dobrze zrobić. Jego poczucie własnej wartości polega na tym, że potrafi wykonać pewne rzeczy, a nie na tym, że ktoś mu powie, że robi to dobrze.

Fotografie: Mateusz Bral

Projekt artystyczno-edukacyjny Brave Kids powstał w 2009 roku przy wrocławskim Brave Festival, jednym z najbardziej uznanych i prestiżowych wydarzeń kulturalnych Wrocławia i Polski. Głównym organizatorem i pomysłodawcą Brave Kids jest wrocławskie Stowarzyszenie Kultury Teatralnej Pieśń Kozła. Edycje odbywające się w każdym z miast organizowane są w partnerstwie z lokalnymi organizacjami pozarządowymi i instytucjami kultury.

Więcej informacji: www.bravekids.eu oraz www.facebook.com/BraveKids

Share Button