Agnieszka Szyfter jest dyplomowanym inżynierem, absolwentką Politechniki Warszawskiej. Jako wolny słuchacz studiowała na ASP w Warszawie. Kilka lat temu porzuciła karierę w medialnych korporacjach i poświęciła się swoim wielkim pasjom, takim jak malowanie oraz pisanie książek dla dzieci. Tworzy obrazy akrylowe oraz obrazy w technikach mieszanych, zajmuje się grafiką i ilustrowaniem książek. Od 2007 roku wystawia w Polsce oraz za granicą, m.in. w Wielkiej Brytanii, USA i Chinach. Jej obrazy można było oglądać w Nowym Jorku, np. w Muzeum Sztuki Współczesnej The Williamsburg Art & Historical Center, czy w William Bennett Gallery, prestiżowej galerii na Manhattanie w towarzystwie prac Salvadora Dalego, Marca Chagalla, Joan Miro, czy Pabla Picassa. Dziś gości w naszej redakcji i specjalnie dla naszych Czytelniczek opowiada o swoim sposobie na życie z pasją.

DM: Kobieta. Inżynier. Menadżerka w korporacji. Malarka. A teraz autorka i ilustratorka książek dla dzieci. A przede wszystkim mama Adasia. Jak Ty to wszystko godzisz, Agnieszko?

AS: Teraz już mama Adama, bo to dorosły mężczyzna! Ale nie zawsze tak było… Czas mija nieubłaganie – dlatego zawsze starałam się wykorzystać na swój rozwój i pasję każdą wolną chwilę, również wtedy, gdy miałam przy sobie małe dziecko. Nieustannie też pamiętałam, że życie zawodowe jest bardzo ważne, ale nie najważniejsze. Bardzo się cieszę, że udało mi się pogodzić ogień z wodą: intensywną pracę oraz wychowanie, a przede wszystkim „bycie” i wsparcie najważniejszej osoby życia – mojego syna. Pasja, realizowana często „po godzinach”, zwykle w nocy, dawała mi poczucie odpoczynku, zatrzymania się na chwilę, wejścia w głąb siebie i przemyślenia wszelkich problemów…

DM: Z pracy w korporacji do realizacji swojej pasji, jaką jest malarstwo – jak to zrobiłaś? Przecież nie wystarczy złożyć wymówienie, kupić sztalugi, płótno, farby, pędzle i malować?

AS: To prawda. Nie od razu Kraków zbudowano. To był proces, ale i chyba trochę szczęścia… To wszystko działo się stopniowo. Przez całe lata chowałam do szafy swoje malarstwo lub rozdawałam je w prezencie… Aż pewnego dnia obudziłam się rano i pomyślałam: teraz! Niektórym podobały się moje obrazy, pomyślałam więc czy nie pokazać ich gdzieś szerzej? Akurat szykował mi się krótki wyjazd do Nowego Jorku, miasta marzeń artystów z całego świata. Zapakowałam parę płócien do tuby i poleciałam, by pokazać je galeriom. Chodziłam od jednej do drugiej. Bez skutku. W którejś z nich powiedziano mi, że jestem numerem pięć tysięcy. Był marzec, a ja byłam artystą numer pięć tysięcy od początku roku, który wpadł na taki sam pomysł jak ja i starał się nawiązać współpracę… I gdy w końcu „odpuściłam”, a następnego dnia miałam wracać do kraju – pojawiła się propozycja współpracy od jednej z galerii… Potem był Pekin. Zabrano moje obrazy „przy okazji”, razem z pracami profesorów z warszawskiej ASP. Na międzynarodowych targach sztuki, pojawiły się kilometrowe kolejki do ich oglądania, a galeria, która mnie reprezentowała dostała tytuł „Top Ten Influencial Galleries in the World” od ministra kultury Chin.

DM: W swoich pracach malarskich potrafisz być bardzo kobieca, ale i bardzo odważna. Może to zabrzmi prowokacyjnie, ale czy nam kobietom odwaga jest potrzebna?

AS: Odwaga jest potrzebna każdemu bez względu na płeć. I w życiu, i w biznesie. Nie wolno dać pokonać się naszym lękom i… trzeba działać! Ale śmiałych, prowokacyjnych akcentów, które niegdyś pojawiały się w moich pracach, nie nazwałabym może odważnymi, tylko wiernymi pewnej koncepcji artystycznej. Sztuka ma odzwierciedlać prawdę o nas samych, o świecie i o tym jak ten świat odbieramy. Sztuka nie lubi fałszu, upiększeń i poprawności politycznej, bo nie jest wtedy sztuką.

DM: Co daje Ci energię do działania? Co Ciebie inspiruje?

AS: Energii ciągle mam sporo… Nie potrafię usiąść i nic nie robić. Oczywiście staram się planować swoje działania i aktywności. Ale mam ich na liście zbyt dużo, by zrealizować podczas jednego życia. Praca w biznesie nauczyła mnie wielkiej odpowiedzialności oraz pracowitości. I tego, że gdy coś zaplanuję – robię to od początku do końca. Ale zdarzają się sytuacje, kiedy wpadnę na pomysł artystyczny – to listę albo priorytety muszę zmienić. Jest więc ona bardzo elastyczna, zależna od sytuacji. Jeżeli mam inspirację, to pracuję nad tym od razu, często aż do świtu, a cały świat na chwilę przestaje istnieć… Inspirują mnie różne rzeczy. Przez ostatnie lata – najbardziej natura i zwierzęta. Świat zwierząt, który istnieje blisko mnie, zdecydowanie mnie zmienił. Ponoć na lepsze…

DM: Jak być kobietą spełnioną zawodowo i rodzinnie, a do tego realizować swoje pasje?

AS: Gdybym tylko znała odpowiedź na to pytanie… Serio: dla każdego sukces jest czymś innym. Myślę, że trochę szczęścia i pokory jest tu niezbędne. Cieszę się tym, co mam. Nie wyznaczam sobie nierealnych celów, a jeśli taki czasem osiągnę – to jestem szczęśliwa podwójnie. Zaczęłam doceniać życie wokół siebie. Nie zawsze tak było. Reszta to praca – za każdym, nawet niewielkim z pozoru procesem twórczym, stoi gigantyczna aktywność…

DM: Skąd pomysł na pisanie książek dla dzieci?

AS: Inspiracją były moje pieski cziłała. Amatorsko zajmuję się hodowlą psów tej rasy. Obserwacja piesków stała się impulsem do napisania książek o ich przygodach. Wiedziałam, że nie będę mieć problemu ze znalezieniem ilustratorki, bo przecież malowanie to moja pasja, i… tak powstała pierwsza seria „Frida i Przyjaciele” dla dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Z kolei seria „Prawdziwe Historie o Miłości” dla czytelników w wieku od 7 do 100 lat stała się uzupełnieniem tej pierwszej, aby każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

DM: Co wyróżnia Twoje książki? Czego mogą nauczyć się nasze dzieci?

AS: Jestem przekonana, że są to książki z przesłaniem, które mają nie tylko uczyć, ale dawać do myślenia. Dzielę się z dziećmi swoją pasją, ciepłem i artystycznym wyczuciem. Przenoszę je w bajkowy świat, który intryguje i uczy, buduje również wrażliwość i empatię. Moje książki to nie tylko autorskie ilustracje i inspirujące opowieści, ale też angażujące zagadki, łamigłówki i kolorowanki. Taka zawartość zapewnia edukację i zabawę dla dzieci.

DM: Czy Twoje książki będą dostępne w księgarniach już przed świętami?

AS: Oczywiście! Święta to czas rodzinnych spotkań. Czas przebywania w gronie najbliższych. To doskonała okazja, aby zwolnić tempo, wyłączyć telewizor i telefon, i porozmawiać, w szczególności z naszymi dziećmi. To moment, kiedy w zaciszu domowego ogniska można je przenieść w bajkowy świat, czytając książki. Moje książki są dostępne na stronach: www.ksiazeczkibajeczki.pl, www.smyk.com, www.empik.com, a także w wielu innych księgarniach internetowych i stacjonarnych.

DM: Na koniec, co radziłabyś naszym Czytelniczkom, które teraz są na urlopie macierzyńskim i nie są pewne, co je czeka po powrocie do pracy?

AS: Chciałabym, aby zawsze pamiętały, że życie jest sztuką. Sztuką wyboru. Powinny iść za głosem serca, intuicji, weryfikowanej przez realne cele i… nie bać się! A potem działać. Nie można odkładać marzeń na później. Jeśli czujesz, co chciałabyś robić w życiu: zrób to! Wykonaj pierwszy krok! Nawet niewielki! Czy będzie to pomysł na własny biznes, czy doszkolenie, by osiągnąć wymarzoną pozycję w firmie lub nową pracę. Po pierwszym kroku, następne możliwości mogą się same otworzyć. Na początku nie będzie łatwo, popełnisz sporo błędów. Ale będąc konsekwentną i kochającą to, co robisz – na pewno się uda!

DM: Dziękuję bardzo za rozmowę i inspirację dla naszych Czytelniczek.

AS: Dziękuję również życząc spokojnych i zdrowych Świąt Bożego Narodzenia.