Cisza, której nie ma. Jak hałas wyklucza osoby w spektrum – od szkoły po open space
2 kwietnia, w Światowy Dzień Świadomości Autyzmu, warto zadać niewygodne pytanie: czy osoby w spektrum naprawdę „nie radzą sobie” w szkole i pracy — czy po prostu funkcjonują w świecie, który jest dla nich zbyt głośny? Dane nie pozostawiają złudzeń. Z raportu „Neurokomfort w pracy i rekrutacji” wynika, że aż 70% osób neuroatypowych doświadcza prze bodźcowania w pracy, a ponad połowa zmaga się z wypaleniem zawodowym. To nie margines. To systemowy problem środowiska, które ignoruje różnice w sposobie przetwarzania bodźców od najmłodszych lat.
Dziecko, które „daje radę”
Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda dobrze. Dziecko rozwija się prawidłowo. Mówi, uczy się, funkcjonuje w grupie. Nie ma spektakularnych trudności, które uruchamiają system wsparcia. Nie krzyczy, nie ucieka z klasy, nie „przeszkadza”. Ale to, czego nie widać, dzieje się w środku, czyli w układzie nerwowym. Dla części dzieci w spektrum autyzmu problemem nie jest brak kompetencji poznawczych, lecz środowisko. A dokładniej jego intensywność. Dźwięki, pogłos, szum — to, co dla większości jest neutralnym tłem, dla nich bywa stałym przeciążeniem, które nie wyłącza się ani na chwilę.
Pierwszy filtr: szkoła jako środowisko przeciążenia
Szkoła jest pierwszym miejscem, w którym ta różnica zaczyna kosztować. Klasa to przestrzeń nieustannego hałasu — rozmów, przesuwanych krzeseł, odbijających się dźwięków. Dla mózgu, który przetwarza bodźce intensywniej, to nie jest tło, tylko ciągły wysiłek regulacyjny.
– Dzieci neuroróżnorodne bardzo często funkcjonują w stanie permanentnego przeciążenia sensorycznego, którego dorośli po prostu nie widzą. Hałas w klasie nie jest dla nich czymś neutralnym – to czynnik, który realnie obniża zdolność rozumienia, koncentracji i uczenia się. W efekcie dziecko, które ma potencjał, zaczyna być postrzegane jako słabsze, bo nie jest w stanie go pokazać w takich warunkach – mówi Mikołaj Jarosz, prezes Stowarzyszenia Komfort Ciszy. – To moment, w którym zaczyna się cicha selekcja — nie według inteligencji, lecz według odporności na hałas, a to później niestety „procentuje” – dodaje.
Normy istnieją. Problem w tym, że są ignorowane
Mikołaj Jarosz podkreśla też, że nie jest tak, że nie wiemy, jak projektować przestrzenie przyjazne akustycznie. Problem polega na tym, że przepisy w tym aspekcie rzadko traktowane są jako priorytet. W Polsce istnieje cały system norm akustycznych — przede wszystkim norma PN-B-02151-4:2015-06, która określa dopuszczalne warunki pogłosowe w pomieszczeniach. Obejmują one zarówno szkoły, uczelnie jak i biura. Przestrzeń powinna zapewniać zrozumiałość mowy i warunki do pracy umysłowej. W praktyce jednak często traktuje się je jako formalność, a nie realne narzędzie projektowe.
– Problem polega na tym, że normy akustyczne są traktowane jako techniczny dodatek do projektu, a nie jego fundament. Tymczasem to właśnie akustyka decyduje o tym, czy przestrzeń jest funkcjonalna poznawczo, czy nie – mówi Marcin Latta, akustyk i ekspert ds. warunków pracy biurowej z firmy Ecophon Saint-Gobain. – W efekcie budynki mogą spełniać minimalne wymagania, a jednocześnie pozostawać środowiskami przeciążającymi dla użytkowników – zaznacza.
Open space: nowoczesne biuro, które wyklucza
Na szkole problem się nie kończy. Przestaje tylko być widoczny. Na uczelni większe grupy, mniej kontroli nad środowiskiem, hałas korytarzy i sal wykładowych sprawiają, że osoby w spektrum nadal funkcjonują w stanie podwyższonego napięcia. Z zewnątrz często wyglądają na „radzące sobie”, ale koszt tego funkcjonowania rośnie. Coraz więcej energii idzie nie na naukę, lecz na przetrwanie w środowisku, które nie jest dla nich neutralne.
A potem przychodzi rynek pracy i bardzo często — open space. Nowoczesne biura, projektowane jako przestrzenie współpracy, dla części osób stają się środowiskiem nie do zniesienia. Stały szum rozmów, brak prywatności, pogłos i wielość bodźców tworzą przestrzeń, w której koncentracja staje się luksusem.
– Open space jest projektowany pod użytkownika neurotypowego, który potrafi filtrować bodźce. Tymczasem dla osób w spektrum autyzmu mózg nie „wycisza tła”. Każdy dźwięk jest równie istotny. To powoduje zmęczenie, spadek efektywności, a często po prostu wycofanie się z takiego środowiska pracy – mówi Marcin Latta. To nie jest kwestia preferencji, tylko dostępności. – Źle zaprojektowana akustyka biura działa jak bariera architektoniczna – tylko że niewidzialna. Możemy mieć najbardziej inkluzywną politykę HR, ale jeśli przestrzeń pracy wyklucza sensorycznie, to część osób nigdy nie będzie w stanie w niej funkcjonować na równych zasadach – dodaje.
Nowa norma, stary problem
Przez lata normy akustyczne skupiały się głównie na izolacyjności i poziomie hałasu. Tymczasem rzeczywistość open space’ów wymusiła zmianę podejścia. Niedawno weszła nowa polska norma PN-ISO 22955:2026-03, która po raz pierwszy tak precyzyjnie opisuje, jak projektować akustykę w przestrzeniach pracy otwartej.
– Jej kluczowa zmiana polega na tym, że nie określa już tylko jednego prostego, czasem niewystarczającego parametru chłonności akustycznej,, ale dopasowuje wymagania do rodzaju wykonywanej pracy. Inaczej projektuje się przestrzeń do pracy wymagającej koncentracji, inaczej do rozmów, a jeszcze inaczej do współpracy zespołowej – kontynuuje Marcin Latta. – To największa zmiana w podejściu do akustyki biur od lat. Przestajemy projektować jedno środowisko dla wszystkich, a zaczynamy uwzględniać różne potrzeby użytkowników i różne typy aktywności – mówi. To podejście jasno pokazuje, że hałas nie jest przypadkiem, a efektem decyzji projektowych.
Niewidzialna bariera, której nikt nie liczy
Problem polega na tym, że hałas wciąż nie jest traktowany jak bariera. Nie widać go, nie wpisuje się w checklisty dostępności, nie budzi takiej uwagi jak architektura fizyczna. A jednak dla wielu osób w spektrum to właśnie on decyduje o tym, czy mogą się uczyć, pracować i funkcjonować.
– Mówimy dużo o dostępności przestrzeni, ale wciąż ignorujemy jej wymiar akustyczny. Tymczasem dla części osób cisza nie jest komfortem – jest warunkiem uczestnictwa w życiu społecznym i zawodowym – podkreśla Mikołaj Jarosz. Normy określają dopuszczalne poziomy hałasu, ale to, co jest „dopuszczalne”, nie zawsze jest funkcjonalne — zwłaszcza dla osób bardziej wrażliwych sensorycznie. I to właśnie w tej różnicy między minimum a realnym komfortem wypadają osoby neuroróżnorodne.
Przez lata próbowaliśmy dopasować ludzi do świata — uczyć ich regulacji, adaptacji, radzenia sobie. Znacznie rzadziej zadawaliśmy pytanie, czy to świat jest dobrze zaprojektowany. – Jeżeli ktoś funkcjonuje dobrze w cichym, uporządkowanym środowisku, a przestaje sobie radzić w hałasie, to nie jest dowód na jego deficyt. To jest dowód na to, że środowisko jest źle zaprojektowane – mówi Mikołaj Jarosz.
Cisza jako infrastruktura, nie luksus
Cisza nie jest luksusem. Jest infrastrukturą. Dobrze zaprojektowana akustyka w szkołach, na uczelniach, czy w biurach może realnie zmienić sposób funkcjonowania ludzi. – Jeśli mówimy o inkluzywności, to nie możemy zatrzymać się na deklaracjach. Akustyka jest jednym z najtańszych i najbardziej efektywnych narzędzi realnej zmiany. To nie jest kwestia estetyki — to jest kwestia dostępu do pracy i edukacji – podkreśla Marcin Latta.
– 2 kwietnia mówimy o świadomości. Ale świadomość bez zmiany środowiska jest pusta. Problem osób w spektrum bardzo często nie polega na tym, że „nie pasują”. Polega na tym, że świat nie zostawia im miejsca. I dopóki przestrzeń — szkoły, uczelnie, biura — będzie projektowana dla jednego typu wrażliwości, dopóty będziemy tracić potencjał ludzi, którzy mogliby w niej funkcjonować. Gdyby tylko było ciszej – podsumowuje Mikołaj Jarosz.




